Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trylogia arturiańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trylogia arturiańska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 6 stycznia 2012

Excalibur

Jak kończy się ta legenda? Przecież każdy to wie.
Patrzyła w ciemną w tonacji akwarelę, przedstawiającą niekształtną barkę sunącą po powierzchni zasnutego oparami jeziora, barkę popędzaną długą tyką przez kobietę widoczną tylko jako czarna sylwetka.
Właśnie tak kończy się ta legenda, właśnie tak.
[...]
- To nie jest takie pewne, Condwiramurs. To wcale nie jest takie pewne.
 
(Andrzej Sapkowski, Pani Jeziora)

 Te słowa, kierowane przez Panią Jeziora, Nimue, do odbywającej u niej praktykę Condwiramurs, mimo tego, że niezupełnie dotyczyły legend arturiańskich, wydały mi się najlepszym podsumowaniem cornwellowskiego zabiegu przedstawienia opowieści o Arturze w nowym świetle. To, co wszyscy znamy z legend nie jest wcale takie pewne. Wcale nie jest takie pewne.

wtorek, 11 października 2011

Nieprzyjaciel Boga


W odosobnieniu, za murami chrześcijańskiego klasztoru Derfel, były wojownik Brytanii, snuje wciąż swoją opowieść o Arturze, spisywaną w ukryciu przed nieprzychylnym byłemu wodzowi biskupem. Opowieść pełną szczęku mieczy i huku uderzających o tarcze tarcz, gdzie naprzeciw sobie stają dwie armie, jedna upojona piwem, druga miodem.


Wojny z Saksonami nie są jednak jedynym zmartwieniem, trapiącym Brytanię i oddanych jej ludzi, targają nią także wewnętrzne konflikty i nieporozumienia. Prywatne losy Derfla, Artura i ich przyjaciół również plotą się zarówno z chwil szczęścia, jak i smutków i tragedii, porywając za sobą złudzeniem prawdziwości  opisywanych wydarzeń.

poniedziałek, 26 września 2011

Zimowy monarcha


Otoczona mgłami wiecznie zielona wyspa chroniona była przez długie lata przez bogów. Pełna gęstych zarośli, pastwisk, na których wypasano owce i rzek, meandrujących swoimi korytami tak, by trafić do morza wydawała się żyzną krainą, gdzie życie powinno było płynąć spokojnie dostosowując się do rytmu pór roku i świętych obrzędów, prowadzonych przez druidów.


Żyzność wyspy okazała się jednak być także jej zgubą, przyciągając do siebie Rzymian z religią chrześcijańską i Saksonów, głodnych ziemi. I choć Ci pierwsi odeszli, pozostawiając po sobie jedynie miasta, drogi i mosty, to już Ci drudzy zagarnęli dla siebie sporą część wyspy, nazwaną przez rodowitych mieszkańców od tego czasu Lloegyrią, Utraconymi Ziemiami.