Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 października 2012

Literatura pod lupą


Pierwsza litera, pierwszy wyraz, pierwsze zdanie i dalej, zdanie za zdaniem, akapit za akapitem, rozdział za rozdziałem mija czytana powieść. Czytelnik czerpie radość z lektury, nie zastanawiając się nad tym, co doprowadziło do powstania książki, literaturoznawcy rozkładają każde zdanie na czynniki pierwsze, poszukując ukrytych znaczeń, a wydawcy nierzadko nie znajdują czasu na czytanie. Taki, bardzo pobieżnie przeze mnie nakreślony, obraz świata powiązanego z literaturą wyłania się z książki Italo Calvino Jeśli zimową nocą podróżny.
 Ten utwór włoskiego pisarza porusza sprawy bliskie każdemu namiętnemu czytelnikowi. Przykładem z pierwszych kart Jeśli zimową... jest przedzieranie się przez labirynty książek w księgarni, złożonych z wielu pozycji, takich jak np. książki, które przeczytali już wszyscy, a zatem jest tak jakbyś ty przeczytał je także czy książki, które z pewnością byś przeczytał, gdybyś miał przed sobą więcej niż jedno życie oraz wielu, wielu innych. Kategoryzowanie lektur, zastosowane przy tej scenie przez Calvino, wywołać powinno uśmiech na twarzy niejednego książkoholika i każdego bibliofila.

środa, 27 kwietnia 2011

Rock wciąż żyje

Rock umarł? Nawet jeżeli tak się stało to może zmartwychwstać dzięki albumowi Music to wake the dead - muzyce, która może wskrzesić więcej, niż tylko dawno zapomniany zespół rockowy...

Książka George'a R. R. Martina Rockowy Armagedon, przypadkiem wypatrzona w stosikach książek za mniej niż 10 zł, skusiła mnie od razu swoim tytułem. Nie bez znaczenia było tu także znane nazwisko autora, chociaż osobiście nie miałam jeszcze okazji zapoznać się z pisarstwem Martina.

niedziela, 24 kwietnia 2011

Pod afrykańskim słońcem


"Przede wszystkim rzuca się w oczy światło. Wszędzie - światło. Wszędzie - jasno."

W ten sposób rozpoczyna Kapuściński swoją książkę Heban, stanowiącą zbiór reportaży afrykańskich. Kilka pierwszych zdań to głównie rozmyślania nad tym, jak zmieniły się podróże przez wieki - od powolnego wędrowania i stopniowych zmian do szybkiego przeskoku, jak w jego przypadku z deszczowego Londynu pod palące słońce Afryki. Uprzytamnia też, że Polska należy do krajów północnych, do mniejszości naszego globu, po czym skupia się na opisywaniu tropiku.

wtorek, 19 kwietnia 2011

Refleksja o Śniadaniu

W ramach nachodzących mnie raz na jakiś czas chęci nadrabiania zaległości w czytaniu książek zaliczanych do klasyki sięgnęłam m.in. po Śniadanie u Tiffany'ego Trumana Capote.

Opowieść prowadzona jest przez młodego pisarza, który wspomina swoją znajomość z byłą, młodą sąsiadką Holly Golightly. Wygodniej byłoby napisać z panną, ale to słowo, jak się okazuje, nie może być użyte do tej postaci; natomiast słowo pani dla opisania Holly wybitnie nie pasuje.

To postać Holly znajduje się w centrum całej historii. Na samym początku dzięki rozmowie w barze dwóch jej starych znajomych ledwie, ledwie zostaje zaznaczone, że ktoś taki istnieje i że prawdopodobnie przebywa lub przebywał w Afryce. Ze snutych przez Paula wspomnień poznajemy Holly w typowej dla niej scenie, gdy późną nocą powraca do domu i budzi sąsiadów dzwoniąc do ich drzwi ze względu na zagubienie własnego klucza. Z czasem dowiadujemy się o niej trochę więcej, ale wierzyć można jedynie wydarzeniom mówiącym o niej - samej Holly wierzyć nie można.

czwartek, 10 marca 2011

Okropności

Nie, to nie jest prywatny wpis i prywatne okropności - a jedynie nieco refleksji nad siódmym tomem autobiografii Joanny Chmielewskiej. No co ja na to poradzę, że akurat taki jest tytuł tej książki? ;-)

W moich odczuciach ta część mocno zazębia się z poprzednią - Starym Próchnem, ze względu na to, że wiele wydarzeń chronologicznie powinno się było znaleźć w poprzedniej części. Biorąc pod uwagę jednak to, jak smutne były to wieści przestaje dziwić to, że Chmielewska nie chciała o tym długo pisać.

Spory fragment książki poświęcony jest Alicji. Właściwie każdy, kto zna twórczość Chmielewskiej, niewiele dowie się tu nowego. Charakter Alicji wyskakiwał ze wszystkich książek, w których była opisywana; ze szczególnym uwzględnieniem oczywiście kolejnych, wcześniejszych tomów Autobiografii.

Nie będę ukrywać, że to już nie to, co było wcześniej - by wypełnić książkę pojawiają się drobne wydarzenia, które wcześniej zapewne byłyby wspomniane na stronie, a tu rozciągają się na kilkanaście kartek. Przykładem może być walka ze ślimakami w ogrodzie, co do której nie neguję, że istotnie zatruć mogła życie skutecznie, ale czy nie można jej było nieco skondensować?

Autobiografia zmienia się w coś bardziej przypominającego dziennik, relacje z codziennych dni, z rzadka przerywanych czymś poważniejszym, co powoduje, że odstaje od tomów wydanych w latach 90-tych. Tam na przestrzeni pięciu tomów (a początkowo w zasadzie czterech i aneksu) zawartych zostało około 60 lat życia autorki, nowe tomy obejmują okres maksymalnie kilku lat.

Zgadzając się z tytułem książka zawiera też mniej charakterystycznego humoru autorki, trudno jednak tego oczekiwać biorąc pod uwagę jak mało radosne wydarzenia opisuje.

Zastanawia mnie, dlaczego w tym tomie nie było ani słowa o Jerzym. Robert, Zosia i Monika byli wspomniani kilkakrotnie, a drugie, polskie dzieci? Karolina? Drugim pytaniem, dręczącym mnie z ciekawości związanej z końską pasją jest pytanie o tajemniczą Martę na kasztanie, o której nie było ani słowa, a której zdjęcia w książce się pojawiły. Może ja po prostu nie potrafię dopasować odpowiedniej Marty, bo wszak kilka osób o tym imieniu wśród znajomych Chmielewskiej się trafiło?

Dla fanów autorki jest to oczywiście pozycja obowiązkowa i jeżeli wydane zostaną w przyszłości kolejne tomy to na pewno także po nie sięgnę.

Metryczka:

autor: Joanna Chmielewska
tytuł: Autobiografia 7. Okropności
wydawnictwo: Kobra
ISBN: 978-83-61455-09-7

piątek, 4 marca 2011

Z cyklu ulubione: Góra Duszy

Książka, którą czytałam długo, najdłużej ze wszystkich czytanych do tej pory. Rozdziały, na które została podzielona, były króciutkie - miały po kilka, kilkanaście stron. Mimo ich niewielkiej objętości każdy z nich  niósł pewną dawkę emocji lub skłaniał do chwili refleksji. Takie dawki, które Gao Xingjian serwował na kilku kartkach u innych autorów niejednokrotnie wystarczyłyby na dwu, trzykrotnie dłuższe teksty. To była najważniejsza przyczyna tak długiego okresu, jaki upłynął mi między przeczytaniem pierwszego i ostatniego zdania tej książki.

Sięgałam po nią między innymi utworami delektując się nią, czytając jeden, czasami kilka rozdziałów i przechodząc do kolejnej pozycji.

Góra duszy przesiąknięta jest duchem tradycji i wierzeń chińskich. Wędrówka przez ten kraj, w której czytelnik towarzyszy autorowi, zaznajamia go z różnymi, regionalnymi kulturami. Przede wszystkim jednak to książka o relacjach międzyludzkich.

Dla mnie była naprawdę niesamowita. Wabi i nęci, by przeczytać ją jeszcze raz - choć tyle innych książek, nieczytanych w ogóle, czeka w kolejce... Może znów sięgnę po nią czytając tak, jak za pierwszym razem, po jednym rozdziale między innymi pozycjami?

Metryczka:
autor: Gao Xingjian
tytuł: Góra Duszy
wydawnictwo: REBIS
ISBN: 83-7301-359-8

środa, 2 marca 2011

Koty z Iriomote

Te niewielkie drapieżniki, rozmiarów kotów domowych, były dla mnie do wczoraj zupełnie nieznane. W tej chwili mam wrażenie, jakbym od dawna o ich istnieniu wiedziała, a to za sprawą książki Iriomote. Wyspa dzikich kotów Krzysztofa Shmidta i Nozomi Nakanishi.

Jak pisałam wcześniej miałam zaplanowaną wizytę w bibliotece, gdzie udało mi się dostać dwie lektury, po które się udałam - jako, że nie posiadałam jeszcze identyfikatora, nie mogłam ich zamówić przez internet wcześniej. Na tym moje książkowe zdobycze na razie miały się ograniczyć, jednak po drodze mijając Matras pomyślałam, że wstąpię zobaczyć, czy nie ma dwóch pozycji, których zakup miałam zaplanowany od dawna. W sklepie w oko wpadła mi wspomniana wyżej książka i chociaż ostatnio trzymam się raczej list zaplanowanych wcześniej do czytania dzieł, to w tym wypadku odezwała się moja intuicja i kazała ten tytuł kupić.

Terminowość jednej z książek bibliotecznych powinna wymusić na mnie kolejność czytania - jednak na przyciąganie magnetyczne nie byłam w stanie nic poradzić. Otworzenie książki, by zerknąć tylko, czym ona jest, skończyło się poświęceniem całego wieczoru i dzisiejszego poranka, by doczytać ją do końca.

Opowiada o doświadczeniach polskiego zoologa na jednej z mało znanych japońskich wysp, gdzie zajmował się badaniami nad wędrówkami tych mało poznanych drapieżników, jakimi są koty z Iriomote - dzisiejszą populację osobników tego gatunku szacuje się na 50 -100 sztuk żyjących wyłącznie na tej jednej wyspie. Autor opisuje badania prowadzone za pomocą telemetrii i trudności, które wraz ze swoimi współpracownikami podczas nich napotykali. Najwięcej treści z tej niezbyt obszernej książki poświęconej jest właśnie kotom, ale znaleźć tu można także opis samej wyspy z zaznaczeniem kilku najważniejszych przedstawicieli zarówno fauny, jak i flory oraz nieco zwyczajów miejscowej ludności.  Zwyczajów, dodam, odmiennych od typowo japońskich ze względu na odrębność tych wysp i ich stosunkowo krótką przynależność do Japonii.

Lektura przybliża szerszemu gronu istnienie tej maleńkiej, nieznanej wyspy oraz zamieszkujących ją yamaneko (japońska nazwa tych konkretnych kotów), chociaż chciałoby się poczytać o nich więcej, niż to zostało opisane. Dotyka też problemów związanych z rozwojem cywilizacyjnym ludzi i budzi refleksje nie tylko związane z ochroną środowiska (chociaż te na pierwszym miejscu), ale w moim wypadku i te związane z upowszechnianiem się i jednoliceniem różnych kultur.

Metryczka:
autor: Krzysztof Schmidt, Nozomi Nakanishi
tytuł: Iriomote - wyspa dzikich kotów
wydawnictwo: Zysk i S-ka
ISBN: 978-83-7506-184-0