wtorek, 6 marca 2012

Wykład profesora Mmaa


Szanowni Czytelnicy!
Świat wydał mi się nagle prosty i nieskomplikowany. Zapewniam jednak Państwa, że to, czy wydało mi się nagle tak, czy inaczej, nie będzie miało wpływu ani na treść, ani na formę mego wpisu, którego przedmiot jest skomplikowany i zagmatwany.
(parafraza pierwszych słów powieści)

Przedmiot wpisu zaiste jest skomplikowany i zagmatwany, gdyż skomplikowane jest życie społeczne prostych owadów, którymi są termity. Owe niewielkie owady w swojej kolonii posiadają swoisty odpowiednik Akademii Nauk i prowadzą doświadczenia naukowe, w tym także takie, gdzie przedmiotem badania jest zwierzę z gatunku HOMO. 

W początkowych rozdziałach brałam udział w wykładzie, który nadał tytuł całej powieści, przyglądając się temu, jak w oczach termita wygląda człowiek i rozwój ludzkiej cywilizacji. Zaskakiwana byłam nowatorskim podejściem do ewolucji, w której można wyróżnić np. okres rozwoju człowieka od HOMOWBIJAMGONAPAL do HOMOWKRĘCAMGOWPASTRANSMISYJNY. Język, stosowany przez profesora Mmaa miał wszystkie cechy języka typowo akademickiego, poważnego i nieco sztucznie uroczystego, jak przystało na kogoś z wyrobionym autorytetem naukowym. Być może kogoś ten język mógłby odstraszyć, jednak zdecydowanie opinie, które były przez profesora Mmaa przedstawiane, nosząc ślady niekonwencjonalnych myśli i skojarzeń powinny wynagrodzić ewentualne niedogodności związane ze sposobem ich artykułowania. 

Na wielki plus profesorowi zaliczyć trzeba otwartość umysłu, co winno być przymiotem każdego naukowca. Wszak uczony, stawiając wciąż nowe pytania, popycha naukę na nowe tory, zmuszając ją do poszukiwania odpowiedzi dla przedstawionych problemów. Mmaa nie boi się także względności, podczas gdy mniejsze od niego umysły polegać wolą na jasno wytyczonych zasadach, niewymagających od nich myślenia, co można było dostrzec w reakcji publiczności podczas wykładu profesora, gdy ten uznał coś za względne:
Słowo  "względność" zaniepokoiło audytorium. Było to niebezpieczne słowo. Nikt nie wiedział dokładnie, co ono oznacza, ale każdy czuł doskonale, że podważa ustalone pojęcia i uznane autorytety.
Będąc wybitnym i zapalonym naukowcem profesor Mmaa zajmował się wyłącznie czystą nauką, jednak trudno rzec to samo o słuchaczach jego wykładu. Nie od dziś wiadomo, że to wśród braci studenckiej, obok birbantów i młodych naukowców najwięcej jest młodzieży świadomej politycznie, toteż słuchając zoologa doszukiwali się w jego słowach podtekstów i przekonań. Na wykładzie obecni byli zresztą także obserwatorzy, pilnujący politycznej poprawności, co pozwoliło mi zorientować się, że sytuacja w tym termicim osiedlu bynajmniej nie jest spokojna i stabilna.

Przeczucie mnie nie myliło i profesor, a wraz z nim i ja, zmuszony został do oderwania się od czysto naukowego studium nad HOMO i zainteresowania się nieco bardziej przyziemnymi, socjologiczno-politycznymi sprawami. Trudno precyzyjnie określić, jaki ustrój panował w termicim osiedlu, gdy z jednej strony jak na społeczne owady przystało panowała w nim królowa, a z drugiej w każdym wypadku wspólne dobro stało zawsze przed dobrem jednostki. Mnie cały czas myśli wędrowały głównie w stronę komunizmu, coś w atmosferze książki przypominało mi inne wydane w podobnym czasie, nie zapominam jednak, że książka powstawała podczas II wojny światowej i zakrojona jest szerzej, niż poglądy socjalistyczne.

Themerson pokazuje obraz ludzi takim, jakim mógłby być oczami innego gatunku, poznającego homo sapiens na swój własny, obcy nam sposób, bo któż słyszał o badaniach poprzez zjadanie celulozy? Różne są sposoby poznania - i nie wszystkie z nich opierają się wyłącznie na twardych faktach, termity nie uciekają i od spekulacji czysto rozumowych, np przy próbie ustalenia, czy działania homo są inteligentne czy też instynktowne - a rozważania te dostarczają przyjemności i zabawy przy czytaniu tej książki. Równocześnie jednak autor przez swoich termicich bohaterów parodiuje ludzkie wierzenia i postawy, dokładając kolejną warstwę do swojego utworu - warstwę, zaznaczmy, niecelulozową, toteż trudniejszą do skonsumowania. Termicim naukowcom zdarzają się ponadto dysputy zahaczające o filozofię, nieprzypadkowo zresztą kilkoro z nich nosi imiona i nazwiska Nicze, Bergnos, Sizigmund Kraft-Durchfreud i Albert Einfus-Dreinstein. W tym wszystkim na dodatek znaczą się ślady wątku kryminalnego, powiązanego z tym horyzontalnym homo, na którym prowadzono część badań w termicim osiedlu. 

Przegryzanie się przez wszystkie warstwy celulozowych zapisków Themersona wymagało nieustannego używania substancji skojarzeniowej, by nie zatracić zdolności rozróżniania, czy to człowiek bada termity, czy termity badają ludzi i kto tak naprawdę jest kim, ale mimo to, albo właśnie dlatego, smakowało wybornie.

Metryczka:

Autor: Stefan Themerson
Tytuł: Wykład profesora Mmaa
Wydawnictwo: Iskry
ISBN: 83-207-1715-9

5 komentarzy:

  1. Zapowiada się świetna lektura. Rozejrzę się za tą pozycją. Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki za notkę. Czytam właśnie "Euklides był osłem".
    Z patafizycznymi pozdrowieniami
    debe

    OdpowiedzUsuń
  3. Termity?! mało zachęcające ;)

    OdpowiedzUsuń