sobota, 2 czerwca 2012

Początki Ekumeny

Słowo ekumena pochodzi z języka greckiego (oikoumene) i oznacza świat zaludniony. W starożytności oznaczało ono tereny śródziemnomorskie, gdyż pozostała część Ziemi uważana była za niezamieszkałą.

W wykreowanej przez Ursulę K. Le Guin rzeczywistości, gdy odkrywane są wciąż nowe, zamieszkałe przez homoidalne istoty planety, Ekumena oznacza coś więcej, niż tylko Świat Zaludniony. Większość mieszkańców z różnych globów należy do porozumienia, założonego dla dzielenia się wiedzą, technologią i umiejętnościami między różnymi, niejednokrotnie od siebie odległymi światami. To porozumienie nazywane jest właśnie Ekumeną.

Pierwsze lata komunikacji międzygwiezdnej i lotów kosmicznych nie były jednak przepełnione przyjaznym i pokojowym podejściem, co lekko zarysowane jest w pierwszej książce z cyklu Hain, Świecie Rocannona.

Świat Rocannona otwiera nie tylko cykl Ekumeny, ale także listę utworów autorki, będąc jej debiutem powieściowym. Znając niektóre z jej innych utworów przyzwyczajona już byłam do oszczędnego stylu Le Guin, który zresztą bardzo przypada mi do gustu, jednak w tej powieści widoczne było dla mnie, że to początki, przede wszystkim ze względu na wrażenie mniejszej spójności fabuły, niż w jej późniejszych książkach.

Powieść zawiera w sobie opowiadanie, które było opublikowane wcześniej jako samodzielne - Naszyjnik Semley. Napisane zostało w formie przypowieści i jest zdecydowanie jednym z dwóch najlepszych literacko fragmentów w całej książce. Jak w przypadku większości utworów Le Guin przepełnione jest filozofią i niesie ze sobą przesłanie, przedstawione w malowniczy, poetycki sposób. Można zarzucić autorce, że to przesłanie jest zbyt wyraźne i rzeczywiście, znów porównując Świat Rocannona z późniejszymi tekstami autorki nie sposób tego nie zauważyć. Mimo tego, że we wszystkich kryje się jakaś myśl przewodnia, a fabuła służy do jej przedstawienia, to jednak w późniejszych powieściach autorki zdecydowanie lepiej zlewa się jedno z drugim. Można by rzec, że opakowanie bywało lepiej dobierane do zawartości lub że szycie między nimi było mniej widoczne, tak, że jedno bez drugiego wydawało się nie móc istnieć, czego nie można powiedzieć o Naszyjniku Semley.

Tak, jak wyżej pisałam o osadzeniu idei w fabule w samym opowiadaniu Naszyjnik Semley, tak samo mogę napisać o połączeniu opowiadania z resztą książki. Pasują do siebie i tworzą razem świetną kompozycję, ale mnie przychodzi na myśl o tym połączeniu jubilerskie porównanie do klejnotu w naszyjniku, w którym nieco bardziej wprawne oko z łatwością zauważy miejsce sklejenia. Nie umniejsza to jednak wartości tego utworu, który czyta się bardzo dobrze i lekko, z dużą dozą przyjemności.

Le Guin od dzieciństwa silnie związana była z antropologią za sprawą swojego ojca, co widoczne jest zwłaszcza w utworach z cyklu Ekumeny. W wielu z nich opisywany jest szok kulturowy przy zetknięciu się dwóch różnych cywilizacji, planety zamieszkiwane są przez bardzo odmienne od siebie ludy i niejednokrotnie porozumienie się, mimo znalezienia wspólnego języka, jest silnie utrudnione poza aspektami lingwistycznymi. W Świecie Rocannona, w którym Ekumena dopiero powstaje, jeszcze pod nazwą Ligi Światów, również występują zarysy tych wątków. Przede wszystkim główny bohater jest etnografem, obserwującym jedynie planetę i nie zawierającym początkowo bliższych kontaktów z rdzenną ludnością, co jednak musiało się z czasem zmienić. Sam Fomalhaut II, czyli glob, na którym rozgrywa się akcja książki, jest sam z siebie planetą nietypową, gdyż zamieszkuje go kilka gatunków istot podobnych do człowieka, na dodatek zaś w każdym gatunku są jeszcze dodatkowo różniące się od siebie rasy. Do jednego z gatunków należą Fiia oraz Gdemiarowie, którzy wywodzą się z jednego, wspólnego pnia, lecz przed wiekami drogi ich rozeszły się w różne strony. W pewien sposób pokrewne, przynajmniej dla mnie, elfom i orkom, choć nie jest to silne podobieństwo - przede wszystkim obydwie rasy mają swoje zalety i choć wyraźnie większość czytelników skłoni się do tej związanej ze słońcem i światłem, a nie mrokiem podziemi, to nie można powiedzieć, by Gdemiarowie byli odpychający. W drugim ważnym rozumnym gatunku Fomalhautu  mówi się o rasie panów i rasie sług, nie różniących się między sobą niczym z wyjątkiem wzrostu i kolorów skóry i włosów. Przynależne do drugiego gatunku istoty są właściwie takie, jak Ziemianie, tylko ich kultura zatrzymała się w epoce przypominającej nasze średniowiecze z wysokim kultem rycerskości. Poza wspomnianymi pojawiają się jeszcze inne istoty, przypominające ludzi i zwracające uwagę na to, że samo zewnętrzne podobieństwo lub jego brak mogą być bardzo mylące.

Ta odległa, niezbyt wysoko rozwinięta technologicznie planeta wydawałaby się być zupełnie pozbawiona znaczenia strategicznego, okazuje się być jednak dobrą kryjówką dla rebeliantów, sprzeciwiających się Lidze Światów. Rocannon, wraz z kilkoma osobami pochodzącymi z Fomalhaut II, wyrusza, by spełnić swą powinność wobec Ekumeny.

Fabuła może być miejscami nieco przewidywalna - krzyk Rocannona rozbrzmiał w moich uszach o wiele, wiele wcześniej, niż to miało miejsce na kartach książki, ale to zjawisko normalne u kogoś, kto przeczytał w swoim życiu niejedną powieść. W przypadku Le Guin zresztą to nie fabuła ma pierwszorzędne znaczenie, toteż przyjemność czerpana z lektury nie zostaje zmącona.

Opowieść snuje się wolno, zarysowywując jedynie najważniejsze zwroty akcji czy krajobraz, typowy dla Fomalhautu II. Bardzo wiele dla czytelnika pozostawionego zostaje pola do wyobraźni ze względu na minimalistyczny styl autorki. Czytając Le Guin przypominają mi się wiersze haiku, uwypuklające krótkie momenty, silnie związane z przyrodą, które zawierając niewiele słów przekazują wiele znaczeń - to samo wrażenie mam przy powieściach autorki, choć oczywiście nigdy tak do końca nie można porównać prozy i poezji. 

Wszystkie opowieści z Cyklu Hain należą jednocześnie do fantasy, jak i do science-fiction, będąc niezwykle umiejętnym połączeniem obydwóch podgatunków fantastyki i Świat Rocannona nie jest wyjątkiem. Przewaga leży po stronie fantasy, gdyż przewija się w powieści etos rycerski wraz z walkami mieczem i ważnym honorem oraz niezwykłe stworzenia, a także sam motyw wędrówki. Elementów science-fiction jest o wiele mniej i choć ważne dla powieści, to akcent na nie położony jest mniejszy i wydaje się, że są one umiejscowione bardziej na poboczu względem głównej fabuły. Zdecydowanie książka nie przypomina typowej space opery, choć rozgrywa się w kosmosie w dalekiej przyszłości - co dla mnie jest dużym plusem i dodatkowo pozytywnie wyróżnia autorkę spośród wielu innych twórców z dziedziny fantastyki.

Metryczka:
Tytuł: Świat Rocannona (Rocannon’s world)
Autor: Ursula K. Le Guin
Wydawnictwo: Książnica
Data wydania: 2010
ISBN: 9788324577866
Liczba stron: 200

12 komentarzy:

  1. Książki nie czytałam ale na pewno po nią sięgnę przy najbliższej okazji.Twoja recenzja zachęciła mnie do przeczytania tej książki.Dodałam się do obserwowanych ponieważ bardzo podoba mi się Twój język i styl pisania recenzji.Jeśli chcesz dodać się do obserwowanych u mnie będzie mi bardzo miło.Serdecznie zapraszam na:
    www.in-world-book.blogspot.com
    Pozdrawiam i czekam z niecierpliwością na kolejną recenzję.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wstyd przyznać, ale nie czytałam jeszcze nic tej autorki, chociaż kiedyś jedną powieść zaczęłam i zupełnie mnie nie wciągnęła... "Czarnoksiężnik z Archipelagu" czeka na stosie książek do przeczytania i mam nadzieję, że mi się spodoba :) A do tej pozycji może kiedyś dotrę...

    OdpowiedzUsuń
  3. @Patrycja, dziękuję bardzo :-)
    @Immora, jeśli preferujesz książki z dużą dozą akcji, to raczej generalnie książki Le Guin nie będą Cię wciągały :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Data przybliżona 2010? ; ) (wiem, znowu się czepiam...)

    OdpowiedzUsuń
  5. Poprawiłam na sam rok wydania - zapomniałam tego skasować od razu, metryczki zwykle kopiuję ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie dla mnie. Raczej unikam fantastyki. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja jestem już prawie przy końcu cyklu Hain.

    Tak jak napisałaś widać po "Świecie...", że są to początki.

    Później jest już lepiej:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiem, że jest lepiej - czytałam i opisywałam "Lewą rękę ciemności" z tego cyklu także :-)

    A na półce czeka na mnie "Planeta wygnania" - teraz mam zamiar trzymać się już kolejności chronologicznej tych pozycji, choć tak naprawdę w tym wypadku nie jest ona konieczna :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście nie jest, ale dobrze sobie przeczytać, by zobaczyć jak rozwija się twórczość pani Le Guin:)

      Usuń
  9. Karo znów wyrównuje tekst! xD Wdarł Ci się błąd w tym długim akapicie "Ten drugi gatunek właściwie jest tacy". A tak poza tym to zainteresowałaś mnie i na pewno sięgnę kiedyś po Ekumene, ale póki co zaległości mnie przytłaczają ^^

    OdpowiedzUsuń