czwartek, 29 grudnia 2011

Pierwszy atak Marsjan


Od momentu, gdy Marsjanie po raz pierwszy zaatakowali Ziemię minął już ponad wiek i niewielu ludzi dzisiaj zna przebieg tamtych zdarzeń. Przez ten czas najazdy kosmitów na naszą planetę miały miejsce tylokrotnie, że spowszedniały i nie robią już tak wielkiego wrażenia, jak w 1898 roku.

Ten pierwszy atak wywołał naturalne reakcje paniki i masowe ucieczki ludności z najbardziej zagrożonych terenów, uwypuklając wszelkie postawy i zachowania, jakie tylko ludzie mogą przejawić.

Ku pamięci potomnych jeden z naocznych świadków, pisarz i filozof, spisał wszystkie wydarzenia, których był uczestnikiem. Kto ciekaw historii pierwszej inwazji Marsjan na Ziemię powinien sięgnąć po opracowanie Wellsa pt. Wojna Światów.

Cała sytuacja rozgrywała się w Anglii w epoce wiktoriańskiej, a pierwsze tłumaczenie tej książki na język polski wydane było przez spółkę J. Rowiński i A. Sobieszewski w 1907 roku.

W Anglii u schyłku XIX wieku silne były w niektórych kręgach lęki przed najazdami na Ziemię z kosmosu, spotykane były jednakże i poglądy, według których przynajmniej Mars miał być planetą dla nas niegroźną ze względu na różnicę w przyciąganiu na obydwu planetach. Okazało się jednak, że to nie jest tak wielka przeszkoda, jak niektórzy myśleli... Z Marsa na Ziemię wystrzelonych zostaje 10 pocisków, a każdy z nich spada na dzisiejszych Wyspach Brytyjskich.

Początkowo ludzie w większości nastawieni byli pokojowo i chcieli nawiązać kontakt z przybyszami, szybko jednak okazało się, że to nie jest możliwe i zainteresowanie Marsjanami przerodziło się w panikę.

W tym wszystkim Wells skupia się bardziej na ludziach i ich reakcjach, niż na opisywaniu faktycznej wojny między Ziemianami i Marsjanami. Czytelnik znajdzie tu trochę walk laserami (Snopy Gorąca) czy trującymi gazami, jakieś maszyny bojowe czy armaty, ale książka generalnie nie ma wymiaru wojennego i wielkich scen akcji.  Wells był raczej wizjonerem, który przewidział sam fakt wykorzystywania tego typu broni, gdy jeszcze o tym nie myślano. Wizjonerskie zdolności Wellsa ujawniły się także przy opisywaniu masowych ucieczek ludności, łudząco podobnych do tego, co później faktycznie miało miejsce podczas wojen światowych.

Książka łączy w jednym czasy wiktoriańskie i fantastykę naukową, ale w sposób daleki od tego, czego przeciętny dzisiejszy czytelnik fantastyki może oczekiwać od takiego zestawienia po tym, jak zapoznał się z pojęciem steampunku. Narracja prowadzona jest w stylu powieści klasycznych, bez pośpiechu, przez co osoby oczekujące dynamicznych akcji mogą poczuć się zawiedzione. Sama powieść zrobiła na mnie wrażenie może nie tyle trącącej myszką, co pozbawionej po prostu już świeżości, a do chwilowej zadumy skłoniły mnie jedynie sceny z artylerzystą pod koniec historii. Nie można Wellsowi odmówić geniuszu, nie tylko wizjonerskiego, ale i humanistycznego, niemniej jednak powieść była dla mnie jedynie ciekawostką o tym, jak wyglądała wczesna fantastyka, a nie czymś wnoszącym ożywcze myśli czy idee - a przecież znamy pozycje, które nie starzeją się mimo upływu lat.

Metryczka:
Autor: Herbert George Wells
Tytuł: Wojna Światów (The War of the Worlds)
Wydawnictwo: ISKRY
ISBN: 83-207-0815-X
Liczba stron: 144

11 komentarzy:

  1. Widzę, że niezbyt to podobne do ekranizacji - chyba jedynie Marsjanie ci sami :P Kiedyś chciałabym przeczytać, jak tylko będzie chwila czasu. W końcu to klasyka :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ekranizacji nie oglądałam, więc ciężko mi ocenić :)

    Może to i to samo, chociaż w filmie na pewno bardziej powinny się rzucać w oczy te sceny batalistyczne :)
    Inna rzecz, że mnie i książka i wpis szły opornie - a fabuły zwykle staram się zawierać we wpisach jak najmniej i pokazać jedynie, z czym w przypadku danego dzieła czytelnik będzie mieć do czynienia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przyznam, że nie słyszałam o tej książce, ale że często sięgam po tego typu gatunek powieści, to koniecznie muszę ją przeczytać. Chcę przekonać się na własnej skórze czy mi się spodoba, czy nie. :))

    OdpowiedzUsuń
  5. Książka warta przeczytania, a filmowi daleko do niej

    OdpowiedzUsuń
  6. Hm... Mam mieszane uczucia, bo ta książka jakoś tak niby nie w moim stylu, ale muszę przyznać, że Twoja recenzja mnie zaciekawiła, więc może ją przeczytam kiedyś. :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Naprawdę nie było żadnego polskiego tłumaczenia w międzywojniu? O...

    OdpowiedzUsuń
  8. Wg. wikipedii było już i to dużo wcześniej: # "1898 – Wojna światów (The War of the Worlds), pierwsze polskie wydanie: Spółka Wyd. J. Rowiński i A. Sobieszewski, Warszawa 1907"

    OdpowiedzUsuń
  9. Datę, którą podałam znalazłam w kilku miejscach - nie wpadłam na to, żeby sprawdzić jeszcze przy autorze, przy tytule na wikipedii widnieje także rok 1958. Sprawdzę jeszcze i poprawię.

    OdpowiedzUsuń
  10. Cóż, Welles to ojciec załozyciel jednego z najważniejszych konceptów literatury s-f, czyli inwazji złych obcych.

    Może się zestarzał, ale zasłużył na miejsce w HALL of FAME fantastyki. Nie mówiąc już o "Wehikule czasu", koncept nr dwa!

    pzdr

    OdpowiedzUsuń
  11. Hall of Fame nie neguję - i dla fana fantastyki, który chce ją poznać dogłębnie to niewątpliwie pozycja obowiązkowa :)

    "Wehikuł czasu" pewnie też kiedyś przeczytam.

    Wpisałam datę 1907 ostatecznie - rozbieżności pewnie wynikają z tego, że oficjalnie pierwszym polskim wydaniem będzie to z 1958, czyli tak, jak podałam na początku, a pierwszym tłumaczeniem na polski to z 1907 :)

    OdpowiedzUsuń