Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 lipca 2011

Filmoteka: Miasto zaginionych dzieci

Każdy sen, nawet ten czarowny i piękny, zbyt długo śniony zamienia się w koszmar. A z takiego budzimy się z krzykiem. (Emiel Regis Rohellec Terzieff-Godefroy - Andrzej Sapkowski, Pani Jeziora)

Cóż ma jednak zrobić człowiek, który w ogóle nie potrafi śnić? Wyjście jawi się jedno - przywłaszczyć sobie czyjeś sny...
Kto zabrał sny temu dziecięciu?
To geniusz Krank, sprawca nieszczęścia.
Marzenia zmienią się wnet w koszmary,
Bo geniusz zła, o którym mówi historia ta,
Bo geniusz Krank nie zna miary
.

piątek, 15 kwietnia 2011

Filmoteka: Łowca trolli

Za pośrednią namową Orbitowskiego, czyli poprzez jego bloga, zwróciłam uwagę na norweski film fantastyczny, jakim jest Trolljegeren. Z racji kilkukrotnych pobytów w Bergen kultura norweska nie jest mi do końca obca, jak do tej pory nie oglądałam jednak filmów z tego kraju.

Tematyka "Łowcy trolli" mieści się w zakresie moich zainteresowań, toteż przedwczoraj usiadłam i obejrzałam ten film.

Autorem scenariusza i reżyserem jest André Øvredal, a w główne role wcielili się Otto Jespersen, Hans Morten Hansen oraz Tomas Alf Larsen. Budżet filmu wynosił 19,9 mln koron norweskich, co w przybliżeniu daje 10 mln polskich złotych.

Na początku nagrania, przed jakimkolwiek zawiązaniem akcji, pojawia się kilka wstępnych informacji na temat materiału, który ma zostać wyświetlony. Materiału, gdyż całość wygląda na dokument, kręcony przez młodych studentów. We wspomnianym wprowadzeniu znajdą się informacje o wątpliwościach, które dręczyły pierwszych widzów tego materiału co do jego prawdziwości oraz o badaniach, którym zostały poddane kasety z nagraniami. Wszystko okazało się autentyczne.

wtorek, 15 marca 2011

Wieczór filmowy: Mała Moskwa

Rzadko oglądam filmy, nie lubię robić tego w samotności, gdyż takie chwile przeznaczam raczej na książki. Podczas spotkań towarzyskich zaś raczej pierwszeństwo mają rozmowy przed patrzeniem w ekran. Raz na jakiś czas jednak trafiają się wieczorki filmowe, w czasie których nadrabiam chociaż trochę swoje ogromne zaległości w tej akurat dziedzinie kultury.

Ach, dziesiąta muzo, chociaż Cię doceniam, to nie jestem gorliwą Twoją wyznawczynią.

Ostatni, sobotni wieczorek filmowy obejmował trzy filmy - Małą Moskwę, Skazanych na Shawshank oraz Incepcję.

Mała Moskwa jest filmem polsko-rosyjskim, opowiadającym o czasach stacjonowania w Legnicy dużego garnizonu wojsk radzieckich. To z tego powodu to polskie miasto nazywane było Małą Moskwą. Pokazane zostały tu stosunki polsko-radzieckie w tamtych czasach, gdzie oficjalnie panowała przyjaźń między narodami, nieoficjalnie zaś władze nie dążyły do zacieśniania stosunków ponad to, co konieczne i niezbyt przychylnie patrzyły na samoistnie rozwijające się przyjaźnie między żołnierzami i cywilami obu narodów. Film dobrze pokazuje Legnicę za tamtych czasów. Wrażenie robi m.in. problem z ochrzczeniem dziecka przez rosyjskie małżeństwo, które ze względu na niezapowiedzianą wizytę nie może w chrzcie własnego dziecka uczestniczyć, by się nie zdradzić. W odpowiednim momencie zaczynają po prostu śpiewać religijną pieśń. Przede wszystkim opowieść dotyczy jednak historii Wiery, żony radzieckiego oficera i polskiego porucznika Michała, którzy zakochują się w sobie. Historii, przedstawianej z perspektywy męża Wiery, Jury, który po latach przyjechał zadbać o jej grób i pokazać go córce, nastawionej bardzo niechętnie do matki i do Polaków.

Na mnie największe wrażenie w filmie robił właśnie Jura i jego postawa wobec żony. Sam romans był nijaki, chociaż oparty na prawdziwej historii, co nieco zwiększa jego wartość. Zdecydowanie odbiega od większości obecnie produkowanych filmów poziomem, chociaż z owego sobotniego wieczorku filmowego dla mnie był najsłabszym z obejrzanych.